jedziesz donikąd

jedziesz donikąd
bilet twych myśli przedarty
kolejna stacja i kolejna
kolej na kolejną

ucieczka ołowiem bólu
oczy ci zamyka
zmęczeniem sobą

nie śpisz
bo przecież śnić
przydarzyć ci się może
wspomnieniami
niedokończonych uczuć
przerwanych nagle
milczenia potokiem
złowrogiej otchłani
wielkich niewiadomych

nawet ból krzyczy
z bólu
potem cichnie
łasi się
jak kot fałszywy
wbija szpony w serce
mruczy kłamliwe nadzieje

wokół świat wiruje
jak pijany
zaciskasz dłoń
na nic złość
na nic
wracaj
zacznij od nowa